Dachy w płomieniach

Decyzję o wyborze bycia strażakiem podjąłem już w szkole średniej. Będąc na obozie sportowym w podstawówce, już wtedy odznaczałem się dużą aktywnością, a moja sprawność fizyczna pozwalała na skakanie po dachach.

Dachy i zgłoszenie po północy

dachyDziś mogę stwierdzić, że nie jest to wcale taki prosty zawód, jak się wydaje, a bycie bohaterem nie ma nic wspólnego z rzeczywistością w tym zawodzie. Pamiętam sytuacje, w której moje życie było zagrożone. Paliły się dachy dwóch wieżowców w mieście Nadarzyn. Zgłoszenie dostaliśmy tuż po północy. Jadąc w miejsce zdarzenia zauważyłem, że dach jest w płomieniach. Był to budynek, który został zbudowany około pięćdziesięciu lat temu. Zapewne dach nie był konserwowany i stąd takie zdarzenie. Niestety straż pożarna nie była w stanie sama ugasić płomieni. Z dachu zaczęły spadać różne odłamki. Większość ludzi opuściła już budynek, jednak część z nich trzeba było jeszcze uratować. Jako strażak, moim zadaniem było wejść do budynku z odpowiednim sprzętem. Gdy to zrobiłem, moją uwagę przykuły dzieci z ósmego piętra, które były mocno przestraszone. Nieodpowiedzialni rodzice pozostawili dzieci bez opieki nie zdając sobie sprawy z tego co się stało. Starałem się uspokoić dzieci, które kaszlały przez dym pochodzący z wyższych pięter. Aby ugasić dach, przyleciały samoloty gaszące.

Interwencja z powietrza powoli zaczęła być skuteczna. Ludzie zaczęli się uspokajać. Jak się potem okazało, przyczyną była awaria instalacji elektrycznej na dachu wieżowca. Stare, miedziane druty nie nadawały się do użytku.